-

Marcin-K

Imperium kontra różowa Joasia

Poniższy tekst jest czymś, co dziś nazywa się spoilerem, czyli jeśli ktoś zamierza dać szansę "Tajemnicy Joan", to niech lepiej nie czyta.

ERRATA: Bloger Boson słusznie dopisał w komentarzu to, co ja powinienem zawrzeć na początku tekstu, a o czym oczywiście zapomniałem. Bohaterka filmu ma swój odpowiednik w "realu", nazywała się ta pani Melita Norwood i jak widać po zamieszczonej przez Bosona informacji ma ona tyle wspólnego z kreacją filmową, co ja z Leo Galichem. Twórcy filmu twierdzą, że oni tylko się "luźno" wzorowali na losach pani, tfu, towarzyszki Norwood. A więc filmowa Joan Elizabeth Stanley to "luźna" Melita Norwood. To oczywiście dużo mówi o czystości intencji twórców "dzieła". 

 

Stała się rzecz straszna, wyciągnięto mnie w pracy do kina. Siłą. Broniłem się jak mogłem, bo od pewnego czasu oglądanie filmów jest dla mnie istną torturą. Nieważne co się na nich dzieje, mnie i tak dopadają wściekłe ataki znużenia i irytacji. Jest to dla mnie gorsze niż za czasów dziecka chodzenie na imieniny do rodziny, gdzie trzeba się było beznadziejnie ubrać a potem siedzieć bite godziny i słuchać jak podchmieleni ludzie rozmawiają o niezrozumiałych rzeczach. A jak pytałem ojca: kiedy idziemy?, on odpowiadał zawsze: już zaraz. Po czym wychodziliśmy dwie godziny później, w najlepszym rzecz jasna razie. Uznałem że to jest ta chwila, kiedy mogę odrobinę zakombinować i wymówiłem się, że mam ważną sprawę, więc w związku z tym urwę się w połowie.

Na miejscu okazało się, że filmem którym nas uraczono jest brytyjskie dzieło pod tytułem "Tajemnica Joan". Dopiero później, gdy zacząłem rzecz googlować wyszło, że oryginalny tytuł brzmi: "Red Joan". Czerwona Joanna. Ktoś jednak w Polsce pomyślał, że po takim tytule przyjdzie do kina jedynie jakaś podstarzała post-komusza geriatria. Przerobienie jej na "Tęczową Joannę" nie wchodziło w grę, to już by była przesada.

Poleciały reklamy, zaczął się film. Postanowiłem podejść do sprawy tak: już dawno nie widziałem żadnego nowego filmu, zwłaszcza angielskiego, więc przekonam się czy nadal produkują tak samo dobrą propagandę jak kiedyś. No i wrażenia mam mieszane.

Z jednej strony jest tak jak było. Film jest nakręcony z najwyższym kunsztem. Ujęcia, wygląd aktorów, stylizowane na lata czterdzieste wnętrza, stroje, ulice. To wszystko w porównaniu z naszymi produkcjami, to jest bajka. Realizatorzy żądają, żeby widz znalazł się w Anglii z czasów II wojny światowej, i widz się tam znajduje. Proszę bardzo.

Gorzej jednak z zawartością merytoryczną filmu. Nazwijmy ją na początku wprost. Jest to czysta i niczym nieskażona propaganda komunistyczna. I mówimy tu trochę o komunizmie oldskoolowym, stalinowskim, cze gewarystycznym. Nie wiem do kogo może trafić taka propaganda. Być może jest to film-list wysłany przez starego hipisa do starego pokolenia ideowych komunistów, żeby i ci mieli coś z życia. Komunizm dawno już został zastąpiony milej brzmiącym słówkiem progresywizm. Nie ma w tym przypadku mowy o żadnych obozach ani czystkach. Ktoś jednak z nieznanych mi powodów w wesołej Anglii wpadł na pomysł zdmuchnięcia kurzu ze staromodnych a jakże prawych czerwonych idei.

Scenariusz do "Red Joan" musiał pisać szczery komunista, to pewne. Tylko skończony idiota mógł stworzyć takie poplątane "coś".

Bohaterką jest młoda dziewczyna Joan Elizabeth Stanley, lekko zahukana studentka fizyki na Uniwersytecie w Cambridge. Żeby było weselej i żeby widz mógł utożsamić się z czerwoną Joanną, poznajemy ją na początku filmu już jako miłą staruszkę, którą nagle złe MI5 wyciąga z mieszkania zamiast dać jej dalej popijać herbatkę z kubeczka z malunkiem Che Guevary (takie ujęcie tam się pojawia). Stara Joan zostaje oskarżona o szpiegostwo, i na początku nie rozumie (udaje?) że nie wie o co chodzi. Stara miła Joan jest atakowana przez nieczułych śledczych, którzy wypominają jej pracę dla radzieckiego wywiadu, przekazanie informacji o pracach nad bomba atomową i udzielanie się w komunistycznych jaczejkach na Cambridge. Joan ma na to wszystko jedno wytłumaczenie: wy nie wiecie, jak to wtedy było, wy głuptasy...

Mamy już więc pierwszy szkic, ustawienie emocji na odpowiednich zakresach, wiemy kto tu będzie niesłusznie oskarżany, a kto bezmyślnym głupcem.

Reżyser po wstępie robi twist. Są lata tuż-przedwojenne, przedmieścia Londynu. Poznajemy młodziutką Joan jako studentkę fizyki, jak już wspominaliśmy, zahukaną mysz, która nie wie co to facet i co się z nim robi - tak to z gracją nam wpycha do głowy scenarzysta. Nie mówi nam nic więcej o tej dziewczynie, ma to gdzieś. Joan pojawia się na ekranie i jest - od razu w punkcie węzłowym swojego życia. Do okna w pokoju w akademiku późnym wieczorem, ktoś stuka w okno. Joan myśli że to złodziej, ale okazuje się że to jej nowa koleżanka, z którą znajomość zaważy na reszcie jej żywota. To niejaka Sonia, dziewczyna wyzwolona co widać na pierwszy rzut oka. Wraca z jakiejś randki na która nie wolno jej było iść i musi przedostać się przez pokój Joan, bo chce od niej pożyczyć szlafrok, by zmylić recepcjonistę akademika. Zahukanej Joan, która chce być naukowcem, Sonia imponuje, choć właściwie nie wiadomo dlaczego. Nikt tego nie wyjaśnia. Sonia "kupuje" Joan i szast prast ta znajduje się na wiecu młodzieżowych komunistów. Tam z kolei poznaje przez Sonię niejakiego Leo Galicha, Rosjanina (sowieta lepiej by brzmiało) który jakimś (jakim?) cudem znalazł się w Anglii, studiuje tam sobie i przy okazji jest piewcą komunizmu. Tu od razu zrobię wyprzedzający wtręt - to Sonieczka, kobieta umalowana i wyzwolona, z pemedytacją podprowadza Joan do Leo, ponieważ już wtedy przemyślni komuniści wiedzieli, gdzie składać jaja. Joan studiuje fizykę i chce brać udział w unowocześnianiu świata za pomocą nowych technologii. Po drodze jednak zostaje opętana przez Leo Galicha, ideowego komunistę, przystojniaczka-cwaniaczka który "bierze" sobie kogo chce i jak chce. Biedna Joan zostaje zmuszona przez scenarzystę do zakochania się w Leo, mimo że ten gdzieś co chwilę znika, jeździ sobie po świecie, i szerzy postęp przy okazji jakichś tajemniczych wykładów. I zawsze kiedy wraca, czeka nie niego wierna Joan, choć momentami pełna wątpliwości.

I tutaj zaczynają się prawdziwe i poważne sprawy. Joan dostaje pracę jako asystentka w biurze projektowym, gdzie, przypadek, dziwni myszowaci faceci pracują nad bombą atomową, popędzani przez rząd brytyjski i Imperium. Oni woleliby projektować coś innego, ale nie mają wyjścia, robią bombę atomową. Pada przez sekundę hasło, że Joan dostała tę pracę z czyjegoś tajemniczego poręczenia, i to już widz musi się domyślać, że być może towarzysze Leo maczali w tym palce, by "moja mała towarzyszka" jak nazywał ją w chwilach seksualnego uniesienia, znalazła się w pobliżu bomby, którą to rząd brytyjski koniecznie chciał mieć przed Sowietami i Amerykanami.

Potem następuje szybka sekwencja. Joan nabiera wątpliwości, czy aby na pewno komunizm to fajna sprawa, biorąc pod uwagę dziwaczne zachowania Soni i Leo (Sonia odwiedza ją regularnie i chwali się tajemniczym mężem, z którym zachodzi w ciążę - na koniec okaże się jeszcze że tym tajemniczym mężem i ojcem dziecka Soni jest ... towarzysz Leo) którego właściwie nigdy nie ma, bo nadal szerzy postęp na świecie. A jak już się wreszcie pojawił, to od razu zażądał by mu coś poopowiadała o tym, co robi w pracy a najlepiej to porobiła jakieś zdjęcia mikro-aparatem. Joan wyrzuca Leo za drzwi. Całą duszą wchodzi w świat nauki, sprawdza się tam, zostaje dopuszczona do najważniejszych tajemnic, choć nadal jest tylko asystentką. Wchodzi w związek z żonatym przełożonym, z którym dobrze się rozumie i z którym wiążą ją więzy naukowe. Wszystko idzie dobrze. Leo znika z horyzontu. Komunizm również.

Ale nagle, bum. Wybuchają bomby w Japonii. Amerykanie są szybsi i od razu swoich zabawek używają. Giną tysiące ludzi. Joan widzi to w kronikach i dosłownie zapada się w sobie. To jam do tego przyczyniła się. Wpada w typową (ironia) dla naukowców egzaltację, od razu widać że reżyser i scenarzysta nie mieli nigdy w życiu do czynienia z kobietami od nauk ścisłych. Co może w obliczu tak silnych emocji zrobić Joan? Zmazać swą winę, rzecz jasna. Jak? Zacząć jednak używać mikro-aparatu, co w końcu robi i to z zapałem. W międzyczasie mamy przebitki, jak stara już Joan tłumaczy śledczym, że ona chciała dobrze, i chciała też wyrównać status atomowy mocarstw, by te wzajemnie się szachowały i w ten sposób dałoby się ocalić świat. Okazuje się też, że jej dojrzały już syn-prawnik nie miał zielonego pojęcia, że miła i ciepła mamcia była szpiegiem sowieckim. Gdy się dowiaduje, wpada w narodowo-prawicowy gniew i odmawia reprezentowania jej interesów w sądzie. Biedna Joan, musi pomyśleć widz, poganiany bezlitośnie witką przez scenarzystę.

Potem jeszcze oglądamy przez chwilę, jak mała towarzyszka wynosi mikrofilmy z roboty i zwodzi osaczającą ją MI5. Skutecznie. Pokój ocalony.

No, ale ja niestety musiałem już wyjść. W drodze do domu poguglowałem tu i tam i dowiedziałem się tyle, że historia pokazana w filmie nieco różni się od rzeczywistości. Prawdziwa Joan Elizabeth Stanley była ideową komuszycą, która jeszcze w ostatnich latach życia mówiła, że w więzieniu będzie osadzonym czytała dzieła Marksa. Od kolegów dowiedziałem się natomiast tego, że w filmie, tak jak w życiu, włos jej z głowy nie spadł a Królestwo dało jej umrzeć w spokoju w roku 2005. Aha, w filmie jeszcze powrócił syn Joan, który jednak zrozumiał, że mamusia chciała ratować świat i podjął się jej obrony. No i biedny Leo dostał za swoje - Imperium obcięło mu głowę.

Szybka puenta. Film ten, a właściwie jego część, którą dane mi było zobaczyć, jest po prostu totalną siermięgą. Ratuje się jedynie kadrami i aktorstwem. Reszta to prymitywna komunistyczna agitacja w stylu retro, na którą nie dałby się nabrać nawet Mazguła. Scenarzyści nie potrafili pójść na całość i pokazać nam historii Czerwonej Joan, ideowej komunistki, która walczyła z opresyjnym Królestwem na tyle na ile mogła. Wraz z wszystkimi odcieniami i brudami. Mogli pokazać ją taką, jaką była naprawdę. Wstrzymali jednak rękę i zrobili z pani Stanley nie czerwoną a raczej różową Joan, egzaltowaną erotomankę - idiotkę, a przy okazji wysłali sygnał, że władze brytyjskie nie będą nikogo karać za szpiegostwo na rzecz światowego postępu. Jest to więc próba rekrutacji młodych angielek, by te zamiast studiować tipsologię zajęły się podbijaniem serc różnych wpływowych ludzi, mogących zrobić kiedyś kuku Imperium.

Serdecznie nie polecam. Chyba że w celach badawczo-rozrywkowych.



tagi: komunizm 

Marcin-K
19 czerwca 2019 12:13
25     1363    9 zaloguj sie by polubić
komentarze:
Maryla-Sztajer @Marcin-K
19 czerwca 2019 12:22

To jest piękny tekst...jak już przestanę płakać ze śmiechu to może coś dopiszę  ..;)))

Na razie  PLUS...

Wielkie dzięki  :))

Proszę pisać na ile czasu wystarczy  !

.

 

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @Marcin-K
19 czerwca 2019 12:24

ps...nie ma lepszego sposobu niż odeśmiać stress jakim jest pójście do kina...wszystkim polecam 

:)

 

zaloguj się by móc komentować

Marcin-K @Maryla-Sztajer 19 czerwca 2019 12:22
19 czerwca 2019 12:30

Można jeszcze potem obejrzeć sam film, bo to jest prawdziwa komedia. Choć miał być dramat:) I w sumie też się zgadza:)

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @Marcin-K 19 czerwca 2019 12:30
19 czerwca 2019 12:36

Kiedy to jest CUDNE..

Uchwaliła bym bardziej  ale...

...wiadomo...tutaj Gabriel jest moim Numer One ...

Proszę pisać...ja się  dalej śmieję...zaraz będę mieć czkawkę...na razie przynajmniej klawiatura cała mimo iż piję kawę 

:))))

.

  

zaloguj się by móc komentować

gabriel-maciejewski @Marcin-K 19 czerwca 2019 12:30
19 czerwca 2019 12:43

A ten Leon to taki niby Trocki dla ubogich, tak?

zaloguj się by móc komentować

Marcin-K @gabriel-maciejewski 19 czerwca 2019 12:43
19 czerwca 2019 12:44

Moim zdaniem, trochę Trocki trochę Che Guevara. Zandberg musiałby naprawdę nad sobą sporo popracować.

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @Marcin-K 19 czerwca 2019 12:44
19 czerwca 2019 12:52

http://www.wiadomoscizaglebia.pl/artykul/7969.html

 

W Czeladzi..,,żeby nie było że nie..:))

Już znikam dając szansę innym :)

.

 

 

zaloguj się by móc komentować

Marcin-K @Maryla-Sztajer 19 czerwca 2019 12:52
19 czerwca 2019 13:03

Adrian Zandberg - historyk, doktor nauk humanistycznych, nauczyciel akademicki, przedsiębiorca, polityk, współzałożyciel i członek Zarządu Krajowego Partii Razem będzie w czwartek 23 czerwca gościł w Czeladzi na zaproszenie Okręgu Sosnowieckiego Razem i Łukasza Wolnego 

 

Ciekawe dlaczego on nie przedstawia się jako komunista. A swoją drogą to ciekawe jaką będzie miał frekwencję w Czeladzi...

zaloguj się by móc komentować

boson @Marcin-K
19 czerwca 2019 13:09

Pod koniec 1935 wyszła za mąż za Hilarego Nussbaum, który był pochodzenia rosyjskiego (później zmienił nazwisko na Norwood), nauczyciel chemii, urzędnik związku zawodowego nauczycieli i przez całe życie komunista. Po Niezależnej Partii Pracy (ILP), której została członkiem w pierwszej dekadzie, podzielonej w 1936 r., Melita Norwood dołączyła do Komunistycznej Partii Wielkiej Brytanii (CPGB). Władze Zjednoczonego Królestwa nie wiedziały o przynależności partyjnej aż do znacznie później. W poprz. roku została polecona NKWD (poprzedniczce KGB) przez Andrew Rothsteina, czołowego członka CPGB, i została pełnoprawnym agentem w 1937 r. W tym samym roku Norwood i jej mąż kupili polowe bliźniaka na południowym przedmieściu Londynu Bexleyheath, gdzie wspólnie prowadzili pozornie nieciekawe życie i gdzie mieszkała, dopóki nie skończyla 90 lat. 

To są pardon rzewne jaja - dołączyć do tego Rotszylda z piątką z Cambridge i mamy pełny obraz stanu UK...

Her father, who died when she was six, was a bookbinder. He produced a newspaper entitled The Southern Worker and Labour and Socialist Journal, which was influenced by the October Russian Revolution, and the paper published his translations of works by Lenin and Trotsky. Her mother joined the Co-operative Party.[4][1]

zaloguj się by móc komentować

Maryla-Sztajer @Marcin-K 19 czerwca 2019 13:03
19 czerwca 2019 13:11

To był  rok 2016...

Nijaką...tam są stare układy nie do ruszenia. To na prawdę stare miasto, nawet ,,nowa,, dzielnica Piaski też jest stara. 

 

Chyba po tych wszystkich waszych tekstach coś mi się krystalizuje. Tzn jak podejść w sensie wykonania, do tematu który za mną się snuje. Bardzo inspirująca jest SN.

Ale...to za kilka dni...

.

 

zaloguj się by móc komentować

boson @boson 19 czerwca 2019 13:09
19 czerwca 2019 13:24

Gdyby Melita Norwood umarła zaledwie kilka lat temu, jedynym nekrologiem byłby miejscowy dziennik, przypominający jedną ekscentryczność 80-latki z Bexleyheath: przez lata jej zwyczajem było kupowanie 32 kopii komunistycznej gazety codziennej Morning Star, aby wpychać je do skrzynek na listy przyjaciół i sąsiadów.

Jednak pojawienie się mediów na progu domu p. Norwood pewnego wrześniowego poranka w 1999 - kiedy już była słabą, 87-letnią wdową - ujawniło jej zdumiewające tajne życie jako byłego sowieckiego szpiega i zapewniło, że jej ewentualne nekrologi będą obiektem narodowego zainteresowania.

https://www.theguardian.com/news/2005/jun/28/guardianobituaries.past

zaloguj się by móc komentować

Marcin-K @boson 19 czerwca 2019 13:09
19 czerwca 2019 13:26

Dzięki za to uzupełnienie, bo pisałem tekst na szybko i jak zwykle zapomniałem dodać, jak bardzo zmyślona została fabuła filmu.

zaloguj się by móc komentować

ArGut @Maryla-Sztajer 19 czerwca 2019 12:24
19 czerwca 2019 13:28

Szkoda poświęcać czas na seans w kinie, szczególnie przy tym lejącym się z nieba żarze. Miłe zaś jest to, że dzięki nowoczesnym metodom komunikacji można dowiedzieć się, że Joannę gra Judith Dench – M z Bonda i Królowa, ta Królowa … Niby imperium a jeden aktor musi obstawiać tyle mitycznych postaci. Choć obstawiam, że polski reżyser mógłby się pokusić o inny "wyszukany zabieg warsztatowy" i obsadzić w roli Joanny - Janusza Chabiora i Arka Jakubika.
Jeden filozof wieszczył, że telewizja zniknie i będą jedynie smart fony a tu ani telewizja nie znika, ani nawet kino. Dobrze, że postęp mimo ogromnej presji nie unieważnił lodziarni, kawiarni czy innych budek z … Miejscami nawet saturatory się uchowały.
Jak to CORYLLUS pisze. Panowie od propagandy pakują sprawdzone schematy na pawlacz. I korzystają, a aktorzy starają się być jak najbardziej warsztatowo poprawni i uwodzicielscy, choć konwencja nijak do tego nie przystaje.

zaloguj się by móc komentować

boson @Marcin-K 19 czerwca 2019 13:26
19 czerwca 2019 13:36

ten film jest tylko dowodem jak niewiele się zmieniło w UK do lat 30tych...

a producent filmu to en.wikipedia.org/wiki/David_Parfitt, i stawiam na to że jest to krewny tego oto osobnika: en.wikipedia.org/wiki/Tudor_Parfitt

zaloguj się by móc komentować

boson @boson 19 czerwca 2019 13:36
19 czerwca 2019 13:41

od lat 30tych, ofkors

zaloguj się by móc komentować

KOSSOBOR @Marcin-K
19 czerwca 2019 18:37

Plus :)

Tekst brawurowy, ale jedynie na jajcarską brawurę ten film zasługujący jest /stylistyka celowa :)/. 

Skądinąd łagodne gmeranie Angoli przy swoich komuchach jest zastanawiające. A nawet straszne... 

Ta cała Joan, mimo że naukowiec konkretny - fizyk, była jednakowoż intelektualną idiotką, skoro całe życie latała po ludziach z tą komunistyczną Morning Star. Tyle przecież publikacji o zbrodniach Sowietów ukazało się przez minione lata. 

zaloguj się by móc komentować

bozenan @ArGut 19 czerwca 2019 13:28
20 czerwca 2019 08:18

słuszna uwaga. Jestem przekonana, że w polskiej wersji, dla podkręcenia dramaturgii czerwoną Joan grałby Jakubik. 

zaloguj się by móc komentować

bozenan @Marcin-K
20 czerwca 2019 08:28

Z jednym się nie zgodzę Marcin. Znam sporą grupę szczerych komunistów, dla których określenie "progersywizm" to obelga. To są towarzysze wielbiący Lenina bardzo jawnie i nawet jeśli momentami wydaje się ich życie jakąś groteską, to jednak wiem, że oni tak naprawdę. Wiem to stąd, że mam znajomą po studiach, taką red Joan, poświęciłam kiedyś sporo czasu na wyśledzenie, czym ona się zajmuje i odkrycie tego nie bylo wcale trudne. Bo komuniści wcale tak znowu się nie kryją ze swoimi sympatiami. Są organizowane wiece, zjazdy, na ktorych wprowadza się sztandar z sierpem i mlotem, ktory jest wielbioną relikwią, etc. Takich eventów jest bardzo sporo w Polsce i w Europie, i powiem Ci, że komunistycznej geriatrii wcale nie jest tam dużo, średnia wieku to 40 lat.

Dużo by o tym pisać, ale myślę, że producenci filmu mieli zyski bardzo celnie skalkulowane i film zarobi, nie tylko na tzw. kinomanach, którzy z braku innych możliwości intelektualnych łykają wszystko, co na dużym ekranie. Moim zdaniem film został wyprodukowany w celach propagandowych, ale również po to, by może mogli się policzyć, ci współcześni towarzysze.

zaloguj się by móc komentować

bozenan @Marcin-K
20 czerwca 2019 08:30

a, jeszcze jedno, Twoja recenzja, jakkolwiek błyskotliwa, wcale nie jest śmieszna,  to znaczy nie polecam się z tego śmiać, bo to nie jest w ogóle śmieszne, nawet,  jeśli na takie wygląda. To rzeczywistość, to się dzieje pod naszymi nosami. 

zaloguj się by móc komentować

bozenan @KOSSOBOR 19 czerwca 2019 18:37
20 czerwca 2019 08:35

nie była intelektualną idiotką. Kiedy wreszcie zrozumiecie, że towarzysze działają na zasadzie "kropli drążącej skałę", nie zrażają się absolutnie niczym i konsekwentnie zdążają do jano ustawionego celu. Nazywanie ich intelektualnymi idiotami jest po prostu płytkie i jest niebezpiecznym niedocenianiem przeciwnika, co kończy się zazwyczaj bardzo tragicznie. Najgosze co można, to czuć nad nimi intelektualną przewagę, nie polecam.

zaloguj się by móc komentować

jestnadzieja @KOSSOBOR 19 czerwca 2019 18:37
20 czerwca 2019 10:43

Tyle przecież publikacji o zbrodniach Sowietów ukazało się przez minione lata. 

Prawie dwadziescia lat zycia na tzw.zachodzie nauczylo mnie, ze jakas tam wiedza o zbrodniach stalinowskich w zaden sposob nie wplywa na mlodych szczerych komuchow. Potrafia sobie to wszystko zgrabnie oddzielic.

zaloguj się by móc komentować

Marcin-K @KOSSOBOR 19 czerwca 2019 18:37
20 czerwca 2019 10:49

No tym bardziej, że wzorzec przywołany przez Bosona, to jakiś koszmar. A oni z niej ulepili słodką Joan z buzią cherubinka.

zaloguj się by móc komentować

Marcin-K @bozenan 20 czerwca 2019 08:28
20 czerwca 2019 10:52

Ja przyznam się szczerze nie poznałem nigdy takiego oldskoolowego komunisty. Poznałem trochę młodych socjalistów, którzy chcą zbawiać świat, ale "na miękko". Lubią kolor czerwony, ale widzą w nim raczej ułudę "nowego, lepszego świata". Wiem że komuniści istenieją, ale nie sądzę żeby oni mieli realny wpływ na cokolwiek. Takie grupy rekonstrukcyjne. Komunizm w wersji sowieckiej został narracyjnie skompromitowany i nie da się go ekshumować do popkultury, co widać po filmie, który wywołał ogólny niesmak, nawet "tam".

Lepiej idzie im przerabianie głów za pomocą "dobroludzizmu", "ekologizmu" i miękkiego satanizmu, promowanego dziś nawet w dziewczęcej muzyce pop.

zaloguj się by móc komentować

bozenan @Marcin-K 20 czerwca 2019 10:52
20 czerwca 2019 12:28

Marcin, jeszcze raz powtarzam - nie doceniasz przeciwnika. Poszperaj trochę w internecie, nawet nie musisz jakoś specjalnie się zagłębiać. 

Widziałeś serial Netflixa "Trocki"? Jak najbardziej komunizm sowiecki nadaje się do popkultury...

 

Bardzo trudno jest oszacować, na ile oni mają wpływ na bieżącą politykę, codzienność, myślę, że całkiem spory i nie chcę ich demonizować, ale na pewno nie zamierzam lekceważyć, co polecam wszystkim

zaloguj się by móc komentować


zaloguj się by móc komentować